"Skrytobójcy" - Rozdział 4

Ø Republika Genoweńska – rok 946 drugiej ery

Kolejne dwa lata nauki Voleri spędził u starszego, nie mającego wtedy ucznia skrytobójcy. Chłopakowi wydawało mu się, że w jego zachowaniu niustannie dostrzega arogancję. Każde, nawet w pełni uzasadnione,  słowo krytyki uważał za złośliwość, wypowiedzianą tylko po to by go poniżyć. Sama myśl o próbie obdarzenia nowego nauczyciela szacunkiem, wydawała mu się zdradą wobec Bacariego.
    Mimo to, na naukę i ćwiczenia Voleri zaczął teraz poświęcać dużo więcej czasu niż kiedykolwiek wcześniej. Pragnienie zemsty okazało się być motywacją dużo silniejszą niż dawna chęć zyskania aprobaty mentora.
    Końcowy egzamin, będący zwieńczeniem ośmiu lat szkolenia, Voleri ukończył jako jeden z najlepszych. W zamian za szary płaszcz ucznia otrzymał purpurę pełnoprawnego skrytobójcy.
    Odtąd każdą chwilę wolną od realizowania kolejnych zleceń Voleri poświęcał na zbieranie informacji o Araluenie, Korpusie Zwiadowców i Willu Treaty. Do Genowesy przybywało wielu  kupców, którzy często przywozili ze sobą wieści o obcych krajach. Wiele wieczorów Voleri spędził w tawernach, przebrany za zwyczajnego, nierzucającego się w oczy obywatela, uważnie wyłapując strzępki rozmów dotyczących Araluenu. Często sam przyłączał się do konwersacji i subtelnie próbował wyciągać od podróżnych potrzebne informacje.
    Tej nocy jak zwykle siedział samotnie przy barze w jednej z portowych tawern. Duszne wnętrze, przepełnione smrodem potu i alkoholu, pogrążone było w półmroku. Miejsce nie należało do przyjemnych, ale Voleri bywał już w gorszych. Teraz wpatrywał się w stojący przed nim kufel piwa, sprawiając wrażenie niezainteresowanego niczym innym.
    Nagle z rozmowy kilkorga siedzących przy sąsiednim stole Skandian wyłowił słowa „zwiadowca” i „Will”. Po kilku minutach uważnego przysłuchiwania się był pewien, że marynarze nie tylko rozmawiali właśnie o Treatym, ale również znali go osobiście.
    Skrytobójca zaczekał na odpowiedni moment, po czym podszedł do grupki Skandian i wykrzyknął z udawanym entuzjazmem:
    - Zwiadowca Will?! Mówisz o tym Willu?!
    Potężny Skandianin – kapitan, jak sądził Voleri – odwrócił się i spojrzał na niego wzrokiem pełnym nieufności.
    - A tobie co do tego, Genoweńczyku? – zapytał z jawną niechęcią w głosie, wypowiadając ostanie słowo  jak obelgę.
    Voleri ledwie stłumił chęć pogardliwego parsknięcia. Obcokrajowcy zdawali się brać wszystkich Genoweńczyków za skrytobójców i traktować ich z nieuzasadnioną niczym wrogością. Voleri wiedział jednak, że musi działać ostrożnie. Nie mógł stracić takiego źródła informacji. Szanse, że kiedykolwiek uda mu się znowu trafić na osobę znającą Treaty’ego osobiście były nikłe.
    - Podziwiam go! – wykrzyknął z egzaltacją, sprawiając wrażenie niezrażonego odpowiedzią kapitana – to co zrobił dla naszej ojczyzny…
    Ostatnie słowa wywołały pewne zaciekawienie części załogi.
    - Moja mama była Araluenką – wyjaśnił.
    Z wcześniej podsłuchanej części rozmowy nietrudno było wywnioskować, że ci Skandianie żywili sympatię do Aralueńczyków. Przekonanie marynarzy, że bliżej mu do jednego z tamtych, niż do powszechnie znienawidzonych Genoweńczyków wydało się Voleriemu najlepszym sposobem na uzyskanie pożądanych informacji.
    Zadziałało. Skandianie wciąż patrzyli na niego nieufnie, ale kiedy z zapałem zaproponował, że postawi każdemu z nich piwo w zamian za opowieść o „bohaterskich czynach Willa Treaty” z pewnym ociąganiem przystali na propozycję. Po kolejnych kuflach piwa i paru niewinnych pytaniach postawionych przez Voleriego, kapitan, miał chyba na imię Gundar, przekrzykiwany przez resztę załogi, z zapałem opowiedział mu wszystko umiejętnościach i zwyczajach Treaty’ego.
    Gdy z bełkotu pijanych Skandian Voleri nie mógł już wyciągnąć żadnych nowych informacji, pożegnał się wylewnie ze swoimi informatorami i pospiesznie opuścił tawernę. Na jego wargi wypłynął pełen satysfakcji uśmieszek. W ciągu jednej nocy zebrał większość potrzebnych informacji. Szybkim krokiem pomaszerował w stronę swojej kamienicy. Czuł, że jest już prawie gotów by dokonać zemsty.

Rozdział 3                                                                                                                                                                 Rozdział 5


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Książki i Barcelona - ogólna opinia o serii "Cmentarz Zapomnianych Książek"

Czy blog jest martwy? Pożegnanie (?)

Irytujący anioł - Carlos Ruiz Zafón "Gra Anioła"