Irytujący anioł - Carlos Ruiz Zafón "Gra Anioła"

Kontynuuję recenzowanie „Cmentarza Zapomnianych Książek”, tym razem pisząc na temat części drugiej – „Gry Anioła”. Po przeczytaniu jej poprzedniczki, która mi się spodobała, postanowiłam zapoznać się z całą serią. Oczekiwałam, że część druga okaże się równie dobra jak pierwsza. No i niestety kompletnie się rozczarowałam. Zapraszam do mojej recenzji:

FABUŁA / ZWROTY AKCJI 5/10

BOHATEROWIE 4/10

PRZEDSTAWIENIE MIEJSCA AKCJI 8/10

NARRACJA / STYL / HUMOR 8/10

MORAŁ / PRZESŁANIE 5/10

KLIMAT / SUBIEKTYWNE ODCZUCIA 5/10

 

PODSUMOWUJĄC 5/10

„Gra Anioła” jest drugą częścią serii „Cmentarz Zapomnianych Książek”. Jej akcja rozgrywa się jednak wcześniej niż wydarzenia ukazane w „Cieniu Wiatru” – przed hiszpańską wojną domową. Głównym bohaterem jest młody pisarz – David Martín. Podpisuje on kontrakt z tajemniczym wydawcą – Andreasem Corellim – który szybko okazuje się znacznie mniej zwyczajny niż mogłoby się wydawać. Po zawarciu przez Davida umowy, wokół niego zaczynają  mieć miejsce niezwykłe wydarzenia, związane również z tajemniczą rezydencją, do której wprowadza się bohater.

Fabuła tej części wydawała mi się okropnie nierówna – w niektórych momentach akcja przyspieszała, by po chwili przechodzić do rozwlekłych i powtarzalnych rozważań, lub nużących perypetii miłosnych. Wątki romantyczne irytowały mnie w tej książce jeszcze bardziej niż w poprzedniej, jednak tutaj nie było niemal niczego co mogłoby mi ten problem zrekompensować. Wszechobecny pesymizm również szybko stał się denerwujący. Głównemu bohaterowi przydarzało się chyba każde nieszczęście jakie tylko było możliwe (niemożliwe zresztą też :/  ), już nawet Geralt w „Wiedźminie” miał szczęśliwsze życie niż David Martín. Dopiero pod koniec książki fabuła wreszcie stała się naprawdę ciekawa. Ujawnione zostały fakty, stawiające pod znakiem zapytania rozumienie wielu przedstawionych wcześniej wydarzeń, wzrosło napięcie, po czym... historia się urwała, pozostawiając masę niedomkniętych wątków. To nie było nawet ciekawe otwarte zakończenie, zostawiające czytelnika z pytaniami bez odpowiedzi i sprawiające, że na długo zapamięta się daną książkę. To było po prostu byle jakie domknięcie ważniejszych wątków i porzucenie reszty w różnych stadiach rozwiązania (przynajmniej ja tak to odebrałam ). Myślę że ta książka miała pewien potencjał, by być naprawdę fascynująca. Niestety został on kompletnie zaprzepaszczony. „Gra Anioła” wydała mi się zagmatwana na siłę, a wiele wątków – kompletnie bezsensowne. Nawet mimo tego, że nielogiczność i dziwaczność wydarzeń zostały poniekąd wyjaśnione w kolejnych częściach, wciąż nie potrafię docenić fabuły tej książki. Na dodatek przeszkadzały mi trochę pojawiające się w niej wątki paranormalne. Popychały one „Grę Anioła” w kierunku horroru, czyli gatunku, za którym nie przepadam.

Bohaterowie tej książki również jej nie ratowali. Większość z nich była dla mnie niepomiernie irytująca. Przede wszystkim dotyczyło to głównego bohatera, który przez większość książki: a) użalał się nad swoim losem; b) obwiniał otaczających go i dbających o niego ludzi o swoje niepowodzenia; c) wzdychał do (jeszcze bardziej irytującej niż on sam) Cristiny; d) robił inne głupie, denerwujące i totalnie bezsensowne rzeczy. To że był w tej książce narratorem nie pomagało. Większość innych ważnych postaci, nie była lepsza. Andreas Corelli okazał się mistrzem wytrącania z równowagi (w znaczeniu bardzo negatywnym), a każda jego przepełniona wyższością wypowiedź doprowadzała mnie do szału. Jeszcze gorsza była ukochana głównego bohatera – Cristina. Zachowywała się okropnie głupio i przejawiała skrajną nieumiejętność podejmowania rozsądnych decyzji. Jedyną nieantypatyczną ważną bohaterką okazała się Isabella. Chyba jako jedna z nielicznych zachowywała się w miarę normalnie i racjonalnie, a większość jej wypowiedzi była bardzo celna. Podobał mi się wątek jej  przyjaźni z Davidem (swoją drogą, totalnie zniszczony w kolejnych książkach) oraz rozmowy tej dwójki. Jak w przypadku poprzedniej części, mój dobór ulubionych postaci był chyba dość nietypowy, choć, znając mnie, raczej nie zaskakujący. Bohaterami, którzy wzbudzili we mnie największą sympatię byli: Juan Sempere (niezmiennie) oraz Víctor Grandes – policjant, prowadzący śledztwo w sprawie powiązanych z Davidem morderstw. Niestety to, jak autor poprowadził wątek tego drugiego, okropnie mnie rozczarowało.

Narracja w tej książce była pierwszoosobowa, z perspektywy Davida Martína, co bardzo przeszkadzało mi w lekturze (o czym pisałam już powyżej). Sam styl wciąż był jednak genialny i ubarwiał książkę. Pojawiał się tu również humor, tym razem wprowadzany głównie dzięki wypowiedziom Isabelli. Pod tym względem akurat ta część była dla mnie lepsza niż poprzednia. Fragmenty, które miały być śmieszne, faktycznie wywoływały u mnie rozbawienie zamiast, jak w przypadku „Cienia Wiatru”, zażenowania i irytacji.

W tej książce znalazło się wiele rozważań na temat religii. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że było ich aż za dużo. O ile początkowo przemyślenia na ten temat czytało się nieźle, tak w pewnym momencie długie wywody stały się męczące. W wielu momentach odnosiłam wrażenie, że autor pisze w kółko o tym samym i każdy wniosek powtarza kilka razy, w minimalnie tylko zmienionych formach. Dla mnie dodatkowy problem stanowił jeszcze fakt, że, o ile część przemyśleń uważałam za trafne, z większością kompletnie nie potrafiłam się zgodzić.

Podsumowując, „Gra Anioła” nie podobała mi się.  Męczyła mnie jej nużąca fabuła, denerwujący główni bohaterowie, wszechobecny pesymizm, i zbyt długie umoralniające wywody. Jako zalety można zaliczyć świetny styl pisarza, klimat Barcelony i pięknie opisaną przyjaźń Isabelli i Davida. Niestety, mimo to, czytanie tej książki było zdecydowanie nieprzyjemne, a w niektórych momentach miałam dużą ochotę po prostu zrezygnować. Powstrzymywała mnie jedynie chęć zapoznania się z kolejnymi częściami i fakt, że nie lubię pozostawiać nieukończonych książek. Oceniam „Grę Anioła” jako bardzo średnią i zdecydowanie jej nie polecam.

 

WYDANIE 9/10

Wydanie tej książki, podobnie jak w przypadku poprzedniczki, jest bardzo ładne. Okładka, jak wcześniej piękna i porządna. Brakuje jedynie klimatycznych zdjęć obecnych w innych częściach. Podobnie jak w „Cieniu Wiatru” tłumacze (Beata Fabjańska-Potapczuk i Carlos Marrodán Casas) spisali się świetnie.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Książki i Barcelona - ogólna opinia o serii "Cmentarz Zapomnianych Książek"

Czy blog jest martwy? Pożegnanie (?)