Posty

Wyświetlanie postów z czerwca 28, 2020

"Skrytobójcy" - Epilog

Znowu stał nad nagrobkiem Bacariego di Fermarsi. Po raz kolejny wspominał wszystkie chwile spędzone ze swoim mentorem: moment gdy tamten przyjął go na ucznia i zapewnił godne życie, wszystkie lekcje i treningi, pierwsze zlecenia i dumę rozpierającą go gdy udawało mu się je zrealizować. Pamiętał pewność, że skrytobójcy to nie mordercy. Całkowite zaufanie jakie żywił do swego nauczyciela. Przekonanie, że Bacari nigdy się nie mylił, a wszystko co mu powiedział była prawdą.          Tym razem było jednak inaczej. Teraz, gdy myślał o swoim mentorze, w jego głowie, obok znajomych podziwu, zaufania i smutku, pojawiło się jeszcze coś – wątpliwości.

"Skrytobójcy" - Rozdział 7

Ø Gallica – rok 941 drugiej ery Voleri, pełen niepokoju, ściskał w ręku kuszę. To miało być jego pierwsze zlecenie, „Pierwsza prawdziwa lekcja praktyczna” jak mawiał Bacari.      Skrytobójca stał obok chłopca, jak zawsze opanowany i spokojny. Byli na piętrze starego, opuszczonego domu w jednym z gallicańskich miasteczek. Voleri wyglądał przez małe okno, które wychodziło na główną ulicę.      Nagle drzwi karczmy, znajdujące się jakieś dwadzieścia metrów od nich, otwarły się. Wyszło przez nie trzech mężczyzn. W jednym z nich, grubym, niechlujnie ubranym człowieku, Voleri rozpoznał swoją ofiarę. Odetchnął głęboko. Wiedział, że ma tylko dwa strzały – po jednym na każdą z dwóch naciągniętych kusz – jeżeli z obydwu spudłuje nie będzie już czasu by zaatakować ponownie.      Voleri uspokoił oddech. Upewnił się, że jego ręce nie drżą. Wycelował i wystrzelił.      Bełt trafił ofiarę w bark. Mężczyzna wrzasnął z bólu, a jego towarzysz...

"Skrytobójcy" - Rozdział 6

Ø Królestwo Araluenu – rok 947 drugiej ery Okazja by dokonać zemsty nadeszła szybciej niż się spodziewał. Hierarchia otrzymała zlecenie zabicia pewnej Araluenki, z okolic hrabstwa Redmont. Właśnie tam mieszkał też Treaty. Voleri od razu zgłosił się do podęcia tej misji. Zdecydował się zaatakować zwiadowcę z zaskoczenia, w jego własnym domu, najlepiej we śnie. Planował ukryć się w chatce, w czasie kiedy Treaty będzie w mieście.      Dzień wybrany na dokonanie zemsty był ciepły i słoneczny. Panowała wczesna jesień. Voleri ukrył się w pewnej odległości od chatki zwiadowcy, w zaroślach, z których miał dobry widok na wejście.      Wreszcie drzwi otworzyły się i wyszedł przez nie drobny mężczyzna w charakterystycznym szaro-zielonym płaszczu. Raźnym krokiem ruszył do stajni. Po chwili wyprowadził z niej niskiego konia, dosiadł go i odjechał ścieżką w kierunku miasta.      Skrytobójca czekał jeszcze jakiś czas w ukryciu, na wypadek gdyby Treaty wr...

"Skrytobójcy" - Rozdział 5

Ø Republika Genoweńska – rok 940 drugiej ery   Voleri zawsze uważał jadalnię za miejsce wyjątkowo przytłaczające. Znajdowała się ona na piętrze, po południowej stronie budynku. Światło słońca wpadało do pomieszczenia przez wysokie, łukowate okna, a jasność potęgowały przyozdobione cennymi obrazami ściany w kolorze écru. Kontrastowała z nimi ciemna, palisandrowa podłoga. Na środku jadalni stał długi, wykonany z tego samego gatunku drewna stół, otoczony prostymi eleganckimi krzesłami. W tej chwili siedziały przy nim tylko dwie osoby: Voleri i Bacari di Fermarsi.      Chłopiec niecierpliwie wiercił się na krześle w oczekiwaniu na posiłek, co wydawało się irytować pogrążonego we własnych myślach skrytobójcę. Niedawno do głowy przyszła Voleriemu pewna myśl, której teraz nie mógł się pozbyć. Chciał zapytać o to Bacariego, choć był świadomy, że pomysł był   niedorzeczny.      - Bacari? – powiedział wreszcie z wahaniem, Skrytobójca podniósł wzrok – Bo ...

"Skrytobójcy" - Rozdział 4

Ø Republika Genoweńska – rok 946 drugiej ery Kolejne dwa lata nauki Voleri spędził u starszego, nie mającego wtedy ucznia skrytobójcy. Chłopakowi wydawało mu się, że w jego zachowaniu niustannie dostrzega arogancję. Każde, nawet w pełni uzasadnione,   słowo krytyki uważał za złośliwość, wypowiedzianą tylko po to by go poniżyć. Sama myśl o próbie obdarzenia nowego nauczyciela szacunkiem, wydawała mu się zdradą wobec Bacariego.      Mimo to, na naukę i ćwiczenia Voleri zaczął teraz poświęcać dużo więcej czasu niż kiedykolwiek wcześniej. Pragnienie zemsty okazało się być motywacją dużo silniejszą niż dawna chęć zyskania aprobaty mentora.      Końcowy egzamin, będący zwieńczeniem ośmiu lat szkolenia, Voleri ukończył jako jeden z najlepszych. W zamian za szary płaszcz ucznia otrzymał purpurę pełnoprawnego skrytobójcy.      Odtąd każdą chwilę wolną od realizowania kolejnych zleceń Voleri poświęcał na zbieranie informacji o Araluenie, Korpus...

"Skrytobójcy" - Rozdział 3

Ø Republika Genoweńska – rok 937 drugiej ery Voleri podniósł naładowaną kuszę i wycelował w oddaloną o sześćdziesiąt jardów drewnianą kukłę. Pomyślał, że za kilka lat będzie w ten sam, beznamiętny sposób celował do żywego człowieka. Ogarnęły go strach i odraza do samego siebie. Zawahał się… nacisnął spust i wystrzelił.      Bełt poszybował w powietrzu. Voleri już wiedział jednak, że nie trafi w cel. Kiedy zwalniał cięciwę, zadrżała mu ręka.       Pocisk przeleciał kilka cali od manekina. Znowu.      Choć Voleri był świetny we wtapianiu się w tłum i orientacji w terenie, jak również nieźle radził sobie w walce wręcz, były dwie rzeczy, których   nie był w stanie opanować: kusznictwo i rzucanie nożami. Pociski nigdy nie trafiały w cel. Co gorsze choć chłopiec wiedział, że było to jego winą, nie umiał temu zapobiec.      Gdy walczył wręcz, łatwiej było mu nie myśleć o tym, że robi to by odebrać życie. Skupiał się na wa...

"Skrytobójcy" - Rozdział 2

Ø Republika Genoweńska – rok 943 drugiej ery Początkiem tragedii był moment, gdy Hierarchia * otrzymała zlecenie od Tennysona, przywódcy działającej w Araluenie i Hibernii sekty. Mężczyzna chciał wynająć trzech skrytobójców. Wszystko wskazywało na to, że będzie to proste, acz dobrze płatne zlecenie. Do jego realizacji zgłosili się Bacari i dwójka młodych skrytobójców, którzy niedawno ukończyli szkolenie.      Po pewnym czasie do Genowesy zaczęły docierać pogłoski o porażce Tennysona i śmierci wynajętych przez niego ludzi. Voleri odnosił się do nich sceptycznie. Byłby może skłonny uznać że dwoje młodych, niedoświadczonych skrytobójców mogło odnieść porażkę, ale nie wyobrażał sobie by to samo mogło spotkać jego mentora. Był pewien że nawet jeżeli zleceniodawca został pokonany, Bacari zdołał uciec.      Mylił się.      Wkrótce, wbrew nadziejom Voleriego, do Genowesy dotarła potwierdzona informacja, że w trakcie   misji skierowanej przec...

"Skrytobójcy" - Rozdział 1

Ø Republika Genoweńska – rok 935 drugiej ery* Voleri ukrył się za stertą drewnianych skrzyń w bocznej uliczce. Rozejrzał się, a kiedy był już pewien, że nikt go nie obserwuje, ostrożnie wyciągnął spod potarganego płaszcza bochenek świeżo upieczonego chleba, który przed chwilą udało mu się ukraść. Coś tak smacznego było dla niego rzadkim luksusem. Najczęściej zjadał resztki, pozostałe z karczemnych posiłków lub porzucone na ulicy. Jedyną okazją by zjeść coś naprawdę smacznego była dla niego kradzież.      Miał już w tym pewne doświadczenie. Początkowo większość prób kończyła się dla niego przyłapaniem i porządnym laniem, choć na szczęście żaden z okradzionych ludzi nie doniósł na niego Władzom… wtedy spotkałaby go surowa kara. Kolejne kradzieże były jednak coraz bardziej udane, Voleri nabierał doświadczenia, rozważniej dobierał cele. Miał talent do wtapiania się w tłum, nauczył się wykorzystywać drobne zamieszania, nieodłączne w mieście takim jak Genowesa. Teraz nie pam...

Łucznictwo, odwaga, przyjaźnie - ogólna opinia o serii "Zwiadowcy"

                Chociaż teoretycznie do serii „Zwiadowcy” zalicza się jeszcze kilka książek, jak napisałam w recenzji „Cesarza Nihon-Ja”, stosuję w tej kwestii trochę inną klasyfikację. Tom jedenasty uważam za dodatek do całości. Na ponowne czytanie go nie miałam zresztą ochoty, w związku z czym go nie recenzuję, mogę jednak napisać, że stanowił dobre uzupełnienie do pozostałych książek i wyjaśniał pewne wątki. W przypadku części dwunastej i kolejnych: po pierwsze zmienia się protagonista, a akcja umieszczona jest kilkanaście lat później niż pozostałych; po drugie: uważam, że „Królewski Zwiadowca” był książką bardzo słabą (na skutek uśmiercania ważnych postaci „poza kadrem”, kopiowania przez autora jego własnej twórczości, zniszczenia wątków wielu bohaterów, czy wprowadzenia niepomiernie irytującej protagonistki) i napisaną już „na siłę”. Dlatego łatwiej mi spuścić na niego i kontynuacje zasłonę milczenia i uznać...