"Skrytobójcy" - Rozdział 3
Ø Republika
Genoweńska – rok 937 drugiej ery
Voleri podniósł
naładowaną kuszę i wycelował w oddaloną o sześćdziesiąt jardów drewnianą kukłę.
Pomyślał, że za kilka lat będzie w ten sam, beznamiętny sposób celował do żywego
człowieka. Ogarnęły go strach i odraza do samego siebie. Zawahał się… nacisnął
spust i wystrzelił.
Bełt
poszybował w powietrzu. Voleri już wiedział jednak, że nie trafi w cel. Kiedy zwalniał
cięciwę, zadrżała mu ręka.
Pocisk
przeleciał kilka cali od manekina. Znowu.
Choć
Voleri był świetny we wtapianiu się w tłum i orientacji w terenie, jak również nieźle
radził sobie w walce wręcz, były dwie rzeczy, których nie był w stanie opanować: kusznictwo i
rzucanie nożami. Pociski nigdy nie trafiały w cel. Co gorsze choć chłopiec
wiedział, że było to jego winą, nie umiał temu zapobiec.
Gdy
walczył wręcz, łatwiej było mu nie myśleć o tym, że robi to by odebrać życie. Skupiał
się na walce – nie na celu. W przypadku broni dalekiego zasięgu sprawa wyglądała
zupełnie inaczej. Za każdym razem gdy celował, przed oczami stawał mu obraz człowieka
osuwającego się na ziemię bez życia, z bełtem lub nożem sterczącym z piersi. Z
krwią przeciekającą między bezwładnymi palcami, instynktownie podniesionymi do
źródła bólu.
Na
samą myśl chłopiec czuł obrzydzenie i strach. Nie mógł tak po prostu zabić
człowieka… nie chciał być mordercą. Prawdopodobnie dlatego ciągle pudłował i
raz za razem zawodził nadzieję, jaką musiał pokładać w nim Bacari. Strach na
myśl o zabójstwie został teraz zastąpiony przez poczucie winy. Chłopiec
przygarbił się lekko i spojrzał na swojego mentora. W jego oczach widział
rozczarowanie.
-
Znowu chybiłeś – beznamiętnie stwierdził fakt skrytobójca.
Voleri
przygarbił się jeszcze bardziej. Wstyd, że zawodzi człowieka, któremu tak wiele
zawdzięcza mieszał się w nim teraz ze wciąż świeżą obawą przed staniem się
mordercą.
-
Bo ja nie chcę tego robić – szepnął chłopiec
-
Nie chcesz... nie chybiać? – spytał drwiąco skrytobójca
Chłopiec
zreflektował się. To co powiedział było niezrozumiałe.
- Kiedy strzelam, ja… wyobrażam sobie,
że… że za jakiś czas będę tak za…- przełknął ślinę – zabijać ludzi. Ja… nie
chcę… nie chcę być mordercą – doprecyzował.
Zastanawiał
się czy Bacari zrozumie teraz, że jego uczeń nie nadaje się na skrytobójcę. Obawiał
się, że mentor przestanie go uczyć, każe mu się wynosić, wyrzuci z powrotem na
ulicę.
-
Czyli brzydzi cię zabijanie ludzi? – zapytał Bacari z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
Voleri
zawahał się. Czuł, że jeśli przytaknie jego nauka się skończy i znowu będzie
skazany na los żebraka i złodzieja. Z drugiej strony to byłoby chyba lepsze niż
mordowanie ludzi. Z wysiłkiem skinął głową.
- To doskonale – odpowiedział jego
mentor.
Chłopiec
spojrzał na niego z zaskoczeniem, zastanawiając się czy to co usłyszał było
drwiną. Bacari kontynuował:
– Widzisz,
my, skrytobójcy, nie jesteśmy mordercami.
Zawsze, powtarzam zawsze, zabijamy na zlecenie: ktoś każe nam zabić kogoś
innego, daje nam pieniądze, my posłusznie wykonujemy zlecenie. Cały szkopuł w
tym – zawiesił głos – że to zleceniodawca jest odpowiedzialny za śmierć tej
osoby. To on jest mordercą, my
jesteśmy jedynie - zdawał się przez chwilę zastanawiać nad odpowiednim słowem -
„narzędziami”. Nigdy nie zabijamy dla
przyjemności. Nie zabijamy dla zemsty. Nie czerpiemy radości z tego co robimy.
Pamiętaj, będziesz skrytobójcą, nie
mordercą. Jeżeli brzydzisz się morderstwem, nadajesz się na skrytobójcę.
To
co mówił Bacari wydawało się Voleriemu dziwaczne, ale musiało mieć sens. Gdzieś
w głębi duszy Voleri czuł, że to tłumaczenie nie jest w pełni prawdziwe, ale zignorował
to. Wiedział, że Bacari musiał mieć rację. On zawsze miał rację. Poza tym był przecież dobrym człowiekiem, a w
takim razie nie mógł być mordercą. Chłopiec poczuł spokój, jednak wciąż gnębiło
go inne pytanie.
- A ty też miałeś… ? – zaczął, po czym zawahał
się.
„Oczywiście, że nie” pomyślał. Był
pewien, że Bacari nie mógł mieć głupich wątpliwości, musiał od początku znać
różnicę miedzy mordercą a skrytobójcą.
- Wątpliwości? – dokończył za niego
Bacari – oczywiście, że miałem. To całkowicie normalne. Jednakże rolą starszego
skrytobójcy jest wytłumaczenie uczniowi, różnicy między skrytobójcami a
mordercami. A teraz, skoro skończyliśmy dyskusję, zajmij się naciągnięciem kuszy
i spróbuj wreszcie trafić w cel.
Voleri
wykonał polecenie. Teraz już wiedział, że jego wątpliwości były czymś normalnym.
Nie rozczarował swojego mentora. Ponownie wycelował i wystrzelił – teraz nie
czuł już wątpliwości.
Komentarze
Prześlij komentarz