"Skrytobójcy" - Epilog

Znowu stał nad nagrobkiem Bacariego di Fermarsi. Po raz kolejny wspominał wszystkie chwile spędzone ze swoim mentorem: moment gdy tamten przyjął go na ucznia i zapewnił godne życie, wszystkie lekcje i treningi, pierwsze zlecenia i dumę rozpierającą go gdy udawało mu się je zrealizować. Pamiętał pewność, że skrytobójcy to nie mordercy. Całkowite zaufanie jakie żywił do swego nauczyciela. Przekonanie, że Bacari nigdy się nie mylił, a wszystko co mu powiedział była prawdą.

         Tym razem było jednak inaczej. Teraz, gdy myślał o swoim mentorze, w jego głowie, obok znajomych podziwu, zaufania i smutku, pojawiło się jeszcze coś – wątpliwości.Rozdział 7

Komentarze

  1. Po przeczytaniu całości, stwierdzam, że to było całkiem przyjemne opowiadanko.
    Nie było jakiś specjalnych niespójności logicznych, choć jakoś nie pojmuję paradowania w tym purpurowym płaszczu. Przecież to afiszowanie się, a nazwa "skrytobójca" mówi sama za siebie.

    Choć mogłoby się pojawić więcej scenek jak budowana była relacja mentora i ucznia. To by wzbogaciło tekst i pokazało, że faktycznie chłopak miał z mentorem więź i jego chęć zemsty byłaby bardziej uzasadniona.

    Trochu dziwnym dla mnie było, że po ośmioletnim treningu chłopak robi tak kardynalne błędy. Wbija na chatę swojego celu i nie zamyka za sobą drzwi? Nie bada terenu? Dobra, rozpacz i te sprawy, ale takie skryto-kursy to chyba do czegoś mają przygotować. To nie polska szkoła.

    Zamyka drzwi na klucz? Zwiadowca zostawił klucz w drzwiach? Przecież skrytobójca wyjebał zamek wytrychem.

    I nie rozumiem dlaczego nie mógł po prostu wsypać czegoś do napitku. Na pewno skrytobójcy posiadali w swoim asortymencie jakieś bezwonne trucizny, no chyba, że to się wykluczało z celem. W końcu zwiadowca miał przeżyć.

    Fajnie, że zarysowujesz miejsce akcji w pierwszym rozdziale, ale opisywanie jadalni było według mnie takie sobie, chyba, żeby pokazać burżuazję. Nie wiemy natomiast gdzie skrytobójcy trenowali. Zarys lokacji, jakiś wygląd oprócz tej kukły?

    Jak dla mnie to całkiem niezły start w poważnym pisaniu. Popracuj nad wiarygodnością wydarzeń (to co pisałam pod rozdziałem 1), nie stosuj oczywistych rozwiązań, bo wtedy akcja wyda się naciągana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz dziękuję za komentarze, postaram się wziąć je pod uwagę przy dalszym pisaniu.
      Jeśli chodzi o sposób dokonania przez skrytobójcę zemsty, założyłam, że Voleri będzie chciał zaatakować Willa bezpośrednio.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Książki i Barcelona - ogólna opinia o serii "Cmentarz Zapomnianych Książek"

Irytujący anioł - Carlos Ruiz Zafón "Gra Anioła"

Czy blog jest martwy? Pożegnanie (?)