Łucznictwo, odwaga, przyjaźnie - ogólna opinia o serii "Zwiadowcy"
Chociaż
teoretycznie do serii „Zwiadowcy” zalicza się jeszcze kilka książek, jak
napisałam w recenzji „Cesarza Nihon-Ja”, stosuję w tej kwestii trochę inną
klasyfikację. Tom jedenasty uważam za dodatek do całości. Na ponowne czytanie go
nie miałam zresztą ochoty, w związku z czym go nie recenzuję, mogę jednak
napisać, że stanowił dobre uzupełnienie do pozostałych książek i wyjaśniał
pewne wątki. W przypadku części dwunastej i kolejnych: po pierwsze zmienia się
protagonista, a akcja umieszczona jest kilkanaście lat później niż pozostałych;
po drugie: uważam, że „Królewski Zwiadowca” był książką bardzo słabą (na skutek
uśmiercania ważnych postaci „poza kadrem”, kopiowania przez autora jego własnej
twórczości, zniszczenia wątków wielu bohaterów, czy wprowadzenia niepomiernie
irytującej protagonistki) i napisaną już „na siłę”. Dlatego łatwiej mi spuścić
na niego i kontynuacje zasłonę milczenia i uznać „Zwiadowców” za zamkniętą, bardzo dobrą, całość. W związku
z tym publikuję moją ogólną opinię o serii (dalej w rozumieniu: dziesięć
pierwszych tomów plus „Zaginione Historie”). Zapraszam:
FABUŁA / ZWROTY AKCJI 7/10
BOHATEROWIE 7/10
KREACJA ŚWIATA 7/10
NARRACJA / STYL / HUMOR 7/10
MORAŁ / PRZESŁANIE 7/10
KLIMAT / SUBIEKTYWNE ODCZUCIA 7/10
PODSUMOWUJĄC 7/10
Niektóre części serii mocno wiązały się ze sobą fabularnie, jednak
większość była raczej niezależna. Całość łączyła postać głównego bohatera –
królewskiego zwiadowcy Willa Treaty. W kolejnych dziesięciu książkach można
było śledzić jego historię. Fabuła większości części interesowała i trzymała w
napięciu. Oczywiście, w związku z tym, że seria skierowana została głównie do
młodszych czytelników, wiele wątków uproszczono. Pojawiały się drobne błędy
fabularne i niezwykle pomyślne dla głównych bohaterów zbiegi okoliczności,
jednak nie stanowiły znaczących przeszkód w czytaniu. Większym problem okazał
się fakt, że autor bardzo rzadko decydował się na uśmiercenie którejś z ważnych
postaci, co w pewnym momencie sprawiło, że trudniej było przejmować się ich
losami. W większości części pojawiały się bitwy oraz pojedynki. Autor bardzo
dobrze poradził sobie z opisywaniem ich.
Większość bohaterów, zarówno tych pierwszo- , jak i drugoplanowych, została
dobrze wykreowana. Dużą zaletą serii był jej protagonista. Will był postacią
wiarygodnie skonstruowaną i budzącą sympatię. Dało się zaobserwować przemiany
jakie zachodziły w nim na kartach kolejnych książek. Podobnie było w przypadku
innych postaci pozytywnych. Z wieloma z nich zdołałam naprawdę się zżyć. Bardzo
dobrze opisana była także większość relacji miedzy bohaterami. Trochę
przeszkadzał mi jedynie nieco zbyt definitywny podział na dobro i zło, który
dało się zaobserwować szczególnie w przypadku większości antagonistów. Prawie
wszyscy byli jednoznacznie źli, z ogranymi motywacjami i niemal identycznymi
charakterami (okrutni, zdradzieccy i bezduszni). Część postaci pozytywnych,
nawet mimo popełniania błędów, czasami sprawiała za to wrażenie trochę zbyt
kryształowych. Nie było to aż tak narzucające się, jednak minimalnie odbierało
im wiarygodności. Wszystko to można to
jednak wybaczyć, biorąc pod uwagę, że seria skierowana została do „młodszej
młodzieży”.
Świat w którym rozgrywała się akcja, nie był ambitnie wykreowany – w
większości oparty został na średniowiecznej Europie, Azji i Afryce, z
niewielkimi tylko odautorskimi modyfikacjami. Został jednak bardzo dobrze
opisany i w gruncie rzeczy okazał się interesujący.
Narracja we wszystkich częściach była trzecioosobowa. Jednym może się
to podobać, innym nie. Dla mnie akurat stanowiło to zaletę, zdecydowanie wolę
ten typ narracji. Styl pisania autora był prosty i lekki. Choć mogło to
stanowić mankament, jednocześnie w miarę mi się podobało i czyniło lekturę
lekką i przyjemną. Doceniałam również zawarty w książkach humor.
Wszystkie części serii niosły za sobą pewne przesłania. Promowały takie
wartości jak przyjaźń, odwaga, lojalność, czy poświęcenie. Część poruszała też
inne, znacznie mniej ograne tematy. Ogólnie, myślę, że czytelnicy, przede
wszystkim ci młodsi, mogą trochę się z tych książek nauczyć
„Zwiadowcy” byli bardzo przyjemną
serią. Czytało mi się ją bardzo dobrze zarówno teraz, jak za pierwszym razem. Nie
były to może ambitne książki i nietrudno zauważyć, że zostały skierowane
głównie do młodszych czytelników, jednak nie stanowiło to dużego problemu.
Zdecydowanie polecam tę serię.
Komentarze
Prześlij komentarz