Walka z trucizną - John Flanagan "Halt w niebezpieczeństwie"
„Halt w Niebezpieczeństwie” to dziewiąta część „Zwiadowców”. Kiedy czytałam ją poprzednio okazała się moją ulubioną książką w całej serii. Ciekawiło mnie czy tym razem moje wrażenia będą podobne. Jak się okazało, mimo że wiedziałam już jak potoczy się fabuła, książkę czytało mi się równie świetnie jak poprzednio. Zapraszam do recenzji (zawiera spoilery do poprzedniej części):
FABUŁA / ZWROTY AKCJI 8/10
BOHATEROWIE 8/10
KREACJA ŚWIATA 7/10
NARRACJA / STYL / HUMOR 7/10
MORAŁ / PRZESŁANIE 6/10
KLIMAT / SUBIEKTYWNE ODCZUCIA 8/10
PODSUMOWUJĄC 7/10
Willowi, Haltowi i Horace’owi udało się zapobiec przejęciu władzy nad
Clonmelem przez sektę Odszczepieńców.
Jednak część jej członków, w tym przywódca – Tennyson – uciekła do graniczącej
z Araluenem Picty. Trójka głównych bohaterów decyduje się ich ścigać. Nie jest
to jednak takie proste, jak mogłoby się wydawać. Przy Tennysonie nadal pozostają
dwaj niezwykle groźni, nawet dla zwiadowców, genoweńscy skrytobójcy. Sprawy
dodatkowo komplikują się gdy, podczas jednego ze starć, Halt zostaje zraniony
zatrutym bełtem.
Choć ta część nie była tak pełna wydarzeń jak poprzednie, okazała się
równie fascynująca. Tym razem nie stawiała jednak na wartką akcję, a raczej na
budowanie napięcia, rozwój relacji między bohaterami i wzbudzanie emocji. Szczególnie
dobrze poradziła sobie w trzecim przypadku (przynajmniej według mnie). Gdy
czytałam tę książkę po raz pierwszy, w pewnym momencie byłam bliska płaczu (co
zdarza mi się rzadko). Co do pozostałych dwóch kwestii, również było bardzo
dobrze, wiele fragmentów trzymało w napięciu, a relacje między bohaterami były
świetnie opisane (więcej o tym w kolejnym akapicie). Jedyny problem stanowił
dla mnie fakt, że w poprzednich tomach autor przyzwyczaił czytelników do „nieumieralności”
ważnych bohaterów pozytywnych. Tymczasem duża część tej książki bazowała na
obawach o życie Halta. Z tego powodu, gdy czytałam ją po raz pierwszy,
początkowo nie wzbudzała we mnie zamierzonych przez autora emocji. Dopiero około
połowy książki zdałam sobie sprawę, że w tej części jeden z moich ulubionych
bohaterów faktycznie może jednak umrzeć. Jeśli chodzi o pozostałe aspekty
fabuły, pod koniec, jak w większości części serii, rozegrało się ostateczne
staracie. W tym przypadku było znacznie mniej spektakularne niż zwykle, nie
powinno to jednak dziwić, biorąc pod uwagę, że cała książka była bardziej
kameralna. Trochę żałowałam jeszcze, że
autor nie rozwinął wątku „upiora kurhanów” ;). Został on sprowadzony do paru
stron, z których niewiele ostatecznie wynikło. Wskutek tego wydał się nieco
zbędny i wciśnięty na siłę, podczas gdy zapowiadał się dosyć interesująco.
Podobnie jak w poprzednia część, ta książka skupiała się na Willu,
Halcie i Horasie. Jak pisałam stawiała na ukazanie relacji między nimi. Wyszło
to znakomicie. Przede wszystkim ponownie pojawił się tutaj wątek relacji
mentor-uczeń. Od samego początku bardzo mi się ona podobała, o czym pisałam już
w recenzjach pierwszych części. Tutaj została rozbudowana i, moim zdaniem,
zaprezentowana jeszcze lepiej. Jednocześnie ta część więcej czasu poświęciła
również stosunkowi Horace’a do Halta. Rycerz również traktował starszego
zwiadowcę jako przyjaciela i w pewnym stopniu mentora. Wątek przyjaźni Willa i
Horace’a również nie został zignorowany, jednak w tej akurat książce na
zdecydowanie pierwszy plan wysuwały się relacje tej dwójki z Haltem. Dodatkowo,
ta część jeszcze mocniej podkreśliła przemianę młodego rycerza, pokazaną już w „Królach
Clonmelu”. Oprócz trojga głównych bohaterów w książce pojawił się jeszcze jeden
„stary znajomy” (nie chcę zdradzać o kogo chodzi). On również należał do moich
ulubionych bohaterów serii, a jego udział w tej części bardzo mnie cieszył.
Cały czas przeszkadzał mi sposób przedstawiania czarnych charakterów.
Nadal byli prezentowani jako jednoznacznie źli (aczkolwiek moje postrzeganie
jednego z nich w pewnym momencie zaczęło „żyć własnym życiem”, prawdopodobnie
nie do końca zgodnie z zamierzeniami autora). W tej części Tennyson odsunięty
został na dalszy plan, za to rolę głównego antagonisty objął Bacari – jeden z
genoweńskich skrytobójców. Choć miał w tej części trochę większy udział, jego
wątek nie został bardziej rozbudowany. Skrytobójca nadal odgrywał rolę raczej
zagrożenia dla głównych bohaterów niż pełnoprawnej postaci, nad czym cały czas
ubolewałam. Genoweńczycy wydawali mi się postaciami z niesamowitym potencjałem
i naprawdę mnie zafascynowali. Do tego stopnia, że napisałam na ich temat
pierwszy w historii mojej twórczości fanfik.
Akcja tej części znowu umieszczona została głównie w Araluenie, a po
części również w Pikcie. Opisy i przedstawienie miejsc akcji cały czas były
bardzo dobre. Kreacji świata nadal trochę ujmowało w moich oczach zbyt mocne
oparcie jej na średniowiecznej Europie.
„Halta w Niebezpieczeństwie” czytało mi się bardzo dobrze. Książka cały czas trzymała w napięciu, i pod tym względem była chyba najlepsza w całej serii. Również w kwestii przedstawienia relacji między bohaterami okazała się nieco przewyższać pozostałe tomy. Po ponownym przeczytaniu, nadal uważam ją za najlepszą część serii. Oceniam ją jako bardzo dobrą i zdecydowanie polecam (aczkolwiek przypominam, że cała seria jest skierowana głównie do młodszych czytelników).

Komentarze
Prześlij komentarz