Polityka, pojedynki i Genoweńczycy - John Flanagan "Królowie Clonmelu"

„Królowie Clonmelu” to ósma część  „Zwiadowców”. Kiedy czytałam serię poprzednio, ta książka była mi kompletnie obojętna. Byłam trochę ciekawa moich odczuć przy ponownym czytaniu – zastanawiałam się czy ta część była po prostu tak przeciętna i nijaka, czy może wtedy jej nie doceniłam. Jak się okazało, sprawdziło się to drugie. Tym razem ta książka bardzo mi się podobała, w gruncie rzeczy okazała się jedną z moich ulubionych z całej serii. Zapraszam do recenzji:

FABUŁA / ZWROTY AKCJI 8/10

BOHATEROWIE 7/10

KREACJA ŚWIATA 7/10

NARRACJA / STYL / HUMOR 7/10

MORAŁ / PRZESŁANIE 7/10

KLIMAT / SUBIEKTYWNE ODCZUCIA 7/10

 

PODSUMOWUJĄC 7/10

Akcja tej książki rozgrywa się po wydarzeniach z części szóstej (czyli wracamy do normalnej chronologii). Zapada decyzja o utworzeniu aralueńskiej „jednostki specjalnej” mającej składać się z Willa, Halta i Horace’a. Niemal od razu zostają oni wysłani do Clonmelu, jednego z królestw leżących na wyspie Hibernii.  Mają powstrzymać, dowodzoną przez Tennysona, niebezpieczną sektę Odszczepieńców, która planuje przejęcie władzy w tym kraju. W trakcie wyprawy Will i Horace poznają także przeszłość Halta.

 Fabuła tej części była bardzo interesująca. Co najlepsze, pojawiły się tutaj bardziej rozbudowane niż w poprzednich częściach wątki polityczne. Wciąż stanowiły niewielką część książki i nie były ambitne (to cały czas seria dla młodszych czytelników), ale tak czy inaczej ich obecność niesamowicie mnie cieszyła i czyniła lekturę znacznie ciekawszą. Podobnie jak we wcześniejszych książkach z serii, pojawiło się tu wiele scen batalistycznych i pojedynków – wszystkie  dobrze i interesująco opisane. Na dodatek autor nareszcie dał czytelnikom możliwość poznania przeszłości Halta. Jego historia bardzo mnie zaciekawiła (prawdopodobnie w dużym stopniu ze względu na to, że starszy zwiadowca był jednym z moich ulubionych bohaterów książki). Niestety, w tej części główny wątek ponownie został urwany w połowie, a jego rozwiązanie znalazło się dopiero w tomie dziewiątym. W tym przypadku takie pocięcie było przynajmniej bardziej uzasadnione niż w „Czarnoksiężniku z Północy”, jednak mimo wszystko trochę irytowało. 

W „Królach Clonmelu” najważniejszymi bohaterami byli Will, Horace i Halt. Szczególnie cieszyłam się z dużego udziału tego ostatniego :). Cała trójka pozostała barwnymi postaciami. W tej książce zauważalna była częściowa przemiana Horace’a, pod wpływem dwójki towarzyszących mu zwiadowców. Stał się minimalnie bardziej ironiczny i rozsądny, cały czas jednak pozostał mi obojętny. Choć sam Halt teoretycznie się nie zmienił, książka umożliwiła poznanie jego przeszłości, co dodało bohaterowi pewnej głębi i po części wpłynęło na jego odbiór. W moim przypadku zdecydowanie pozytywnie.

W tej książce pojawiło się też kilku nowych bohaterów. Jednym z nich był król Clonmelu – Ferris O’Carrick. Szybko okazał się nie tylko rządnym władzy draniem, ale również durniem i kompletnie niekompetentnym władcą. Irytował, jednak został przedstawiony dość wiarygodnie. Kolejną odgrywającą znaczącą rolę postacią był Sean - siostrzeniec Ferrisa. On niestety okazał się bohaterem kompletnie papierowym. Niemal jedynym, co potrafię o nim powiedzieć rok po przeczytaniu książki, jest to, że egzystował i wchodził w jakieś interakcje z innymi postaciami. Głównym antagonistą tej części był Tennyson, przywódca sekty Odszczepieńców. Niestety on również nie został mistrzowsko wykreowany. Jak większość flanaganowskich czarnych charakterów, był jednoznacznie zły. Jednak miał przynajmniej jakiś tam plan i oprócz absolutnej złowrogości cechował się również pewną inteligencją i wyrachowaniem. W tej części pojawili się nareszcie moi ukochani Genoweńczycy: Luciano, Marissi i, przede wszystkim, Bacari :). Byli oni wynajętymi przez Tennysona t skrytobójcami, pochodzącymi z miasta Genowesy. W zasadzie stanowili ciekawe zjawisko. Prawdę mówiąc, w książce odgrywali rolę  raczej drugoplanową. Dwójka z nich praktycznie nie miała charakterów (poza kilkoma bardzo ogólnymi cechami), a trzeci – Bacari – był teoretycznie typowym flanaganowskim antagonistą. Mimo to stali się jednymi z moich ulubionych bohaterów. Przede wszystkim wynikało to z mojego ogólnego uwielbienia do literackich skrytobójców. W dodatku niesamowicie przemawiały do mnie same te ogólne cechy, którymi autor obdarzył Genoweńczyków – przede wszystkim (wyłączając już te jasno powiązane z ich profesją) stroje, imiona i pochodzenie (choć warto chyba wspomnieć, że Genowesa zamiast z Genuą, kojarzyła mi się z mieszanką Wenecji i Florencji z Ankh-Morpork ;) ). Jak da się wywnioskować, trzecim czynnikiem, który wpłynął na moją sympatię do skrytobójców, był fakt, że do oryginalnej wizji autora dodałam chyba trochę za dużo własnej interpretacji. Ostatecznie jednak Genoweńczycy wydali mi się godnymi przeciwnikami zwiadowców i żałuję trochę, że ich rola w całej książce była tak w gruncie rzeczy niewielka.

Akcję tej części autor umieścił w kolejnej części swojego, inspirowanego (trochę za mocno) średniowiecznymi Europą, Azją i Afryką, świata – na wyspie Hibernii. Wzorowana była ona na Irlandii. Oprócz tego pojawił się kolejny lud – Genoweńczycy, o których naprawdę chciałabym jeszcze trochę napisać, ale i tak poświeciłam im już chyba zbyt dużą część recenzji. Dodam tylko, ze żałowałam, że autor nie umieścił akcji żadnej z wydanych jak dotąd książek jak dotąd w Genowesie :(. Porzucajac ten temat, kreacja świata w książce była bardzo dobra.

W tej części ponownie pojawił się wątek manipulowania ludźmi za pomocą przesądów. Książka przedstawiała też sposoby działania niektórych sekt. Stanowiła poniekąd ostrzeżenie przed nimi.

„Królowie Clonmelu” byli lekką, przyjemną książka. Fabuła interesowała i trzymała w napięciu, podobało mi się umieszczenie w niej wątków politycznych. Oczywiście były dość uproszczone, na potrzeby docelowych odbiorców. Bohaterowie także zostali dobrze wykreowani. Uważam, że „Królowie Clonmelu” byli jedną z najlepszych części całej serii. Oceniam ją jako bardzo dobrą i zdecydowanie polecam jako lekką przygodówkę, przeznaczoną bardziej dla młodszych czytelników ale mimo to interesującą.


Komentarze