Sojusz z dawnym wrogiem - John Flanagan "Bitwa o Skandię"
Recenzja czwartej już części „Zwiadowców” - „Bitwy o Skandię”. Kiedyś była ona jedną z moich ulubionych książek w tej serii. Kiedy zabrałam się za czytanie jej ponownie, byłam ciekawa czy będę nią równie zachwycona. Oczywiście tym razem dostrzegłam w niej trochę więcej wad, jednak mimo to wciąż bardzo mi się podobała i pozostała jedna z moich ulubionych części. Zapraszam do recenzji (zawiera drobne spoilery do poprzednich książek):
FABUŁA / ZWROTY AKCJI 8/10
BOHATEROWIE 7/10
KREACJA ŚWIATA 7/10
NARRACJA / STYL / HUMOR 7/10
MORAŁ / PRZESŁANIE 6/10
KLIMAT / SUBIEKTYWNE ODCZUCIA 7/10
PODSUMOWUJĄC 7/10
Ta część jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniej. Początek kontynuuje
wątek podróży Halta i Horace’a, oraz losów Willa i Evanlyn, po ucieczce z
niewoli. Później pojawia się nowe zagrożenie – Temudżeini, wojowniczy naród,
planujący atak na Skandię. Jak się okazuje, jeśli zwyciężą, mogą stanowić oni
zagrożenie dla całego kontynentu. To skłania głównych bohaterów do podjęcia
decyzji o pomocy Skandianom.
Ta książka pełna była akcji, dużo się w niej działo. Na dodatek znaczną
część stanowił dobrze skonstruowany i
trzymający w napięciu opis bitwy, co zdecydowanie było dla mnie zaletą.
Poprzedzające go fragmenty dotyczące przygotowań do nadchodzącej wojny i
opracowywania strategii również interesowały i bardzo mi się podobały. Mimo że
większość zwrotów akcji pojawiających się w tej części nie była zaskakująca, a
zakończenie konfliktu dało się przewidzieć od początku, książka trzymała w
napięciu. Teoretycznie mogłabym jeszcze przyczepić się do tego, że autor
poszedł na łatwiznę przy rozwiązywaniu jednego z problemów, które pojawiły się
w trakcie akcji, ale jestem w stanie to wybaczyć. Jakoś ten watek musiał zostać
rozwiązany, a druga z opcji nie do końca pasowałaby chyba do ogólnej koncepcji
serii. Jak pisałam w poprzedniej recenzji, trochę przeszkadzało mi to, że ta i poprzednia część zostały, moim zdaniem, sztucznie podzielone.
Główni bohaterowie jak zwykle byli bardzo dobrze wykreowani i raczej
budzący sympatię. Podobało mi się też, że to co spotkało Willa w poprzedniej
części miało swoje konsekwencje, z którymi chłopak musiał się zmierzyć. W tej książce ponownie duży udział miał Erak,
co stanowiło dla mnie dużą zaletę, biorąc pod uwagę to, że bardzo tę postać
lubiłam. Na dodatek jego rozmowy z Haltem były świetne, szkoda, że w całej
serii ten duet tak rzadko się pojawiał :(.
Pozostali bohaterowie mieli raczej udział epizodyczny i większość nie
budziła we mnie żadnych konkretnych emocji. Wyjątkiem był jedynie Slagor –
Skandyjski jarl, kanalia i jedna z najbardziej irytujących postaci całej serii.
W tej części autor poszerzył wykreowany przez siebie świat o kolejny
naród – Temudżeinów. Jak nietrudno się domyślić, wzorowani byli oni na
Mongołach. Poza tym można było dowiedzieć się jeszcze więcej o Skandii. Ogólnie
na temat kreacji świata niewiele mogę dodać do tego co pisałam wcześniej – była
bardzo dobra aczkolwiek mało ambitna (bardzo mocna inspiracja średniowieczną
Europą i, od tej części, Azją).
„Bitwa o Skandię”, podobnie jak
poprzednie części, miała przesłanie skierowane głównie do młodszych czytelników.
Promowała odwagę, przyjaźń, czy honorowość. Może i nie było to wybitnie odkrywcze
ale na pewno lepsze niż nic. Poza tym książka pokazywała możliwość pogodzenia
się z dawnym wrogiem, w obliczu walki z większym zagrożeniem.
„Bitwa o Skandię” zdecydowanie była bardzo ciekawą książką. Czytało mi się ją przyjemnie i szybko, a jej bohaterowie byli bardzo dobrze wykreowani i w większości sympatyczni. Pozostała jedną z moich ulubionych części tej serii. Oceniam ją jako bardzo dobrą i oczywiście polecam. Przeznaczona jest przede wszystkim dla młodszych czytelników, jednak starszym też może się podobać.

Komentarze
Prześlij komentarz