Przezwyciężyć słabości - Brandon Sanderson "Pożar"
Ostatnio nie miałam wiele czasu na pisanie, ale teraz nareszcie dodaję kolejną recenzję. Kontynuuję tematykę „Mścicieli”, tym razem jednak skupię się na części drugiej – „Pożarze” (oryg. „Firefight"). Gdy czytałam ją poprzednio, podobała mi się mniej niż pozostałe. Choć tym razem również była dla mnie najsłabsza z serii, bardziej doceniłam pewne jej elementy. Zapraszam do recenzji (zawiera duże spoilery do „Stalowego Serca”):
FABUŁA / ZWROTY AKCJI 8/10
BOHATEROWIE 8/10
KREACJA ŚWIATA / POMYSŁ 9/10
NARRACJA / STYL / HUMOR 8/10
MORAŁ / PRZESŁANIE 8/10
KLIMAT / SUBIEKTYWNE ODCZUCIA 8/10
PODSUMOWUJĄC 8/10
Akcja książki rozgrywa się po wydarzeniach z poprzedniej części. David, Profesor, Tia, Abraham i Cody po zabiciu Stalowego Serca pozostali w Newcago. Dzięki ich pomocy obalone zostały tam rządy Epików, a władzę przejęli zwykli ludzie. Mściciele starają się pozostawać w cieniu i chronić miasto. Staje się to coraz trudniejsze, do Newcago przybywają kolejni Epicy. Jak się okazuje większość z nich da się powiązać z dawną znajomą Profesora – Regalią. Jest ona potężnym Epikiem, o mocach związanych z wodą. Rządzi Babilarem - zatopionym Manhattanem - i wydaje się próbować skłonić Jonathana by przybył do tego miasta. W końcu Profesor postanawia skonfrontować się z Regalią. Oprócz niego w misji udział biorą członkowie przebywającej w Babilarze komórki Mścicieli, Tia oraz David. Chłopak ma swoje powody by cieszyć się z takiego obrotu spraw. Od czasu gdy odkrył, że Megan jest jednocześnie Pożarem, a Profesor Epikiem, zdolnym do panowania nad swoją mroczną stroną, David zmienił swoje podejście do ludzi obdarzonych mocami. Wierzy, że mogą być w stanie kontrolować swoje skłonności i stać się bohaterami, których przybycia niektórzy wciąż oczekują. Ma również nadzieję, że uda mu się nakłonić Megan do przejścia na stronę Mścicieli. Tymczasem od działającego w Babilarze oddziału wie, że dziewczyna pracuje obecnie dla Regalii. Jednak kiedy przybywa do miasta sprawy zaczynają się komplikować. Szybko staje się jasne, że Regalia ma swój plan, do realizacji którego potrzebny jest jej Profesor. Jednak co gorsze, w Babilarze pojawia się też Usunięty (Obliteration) – potężny Epik zdolny zrównać całe miasto z ziemią.Fabuła „Pożaru” była dla mnie nieco mniej fascynująca niż ta ze „Stalowego Serca” ale nadal bardzo dobra. Pojawiło się w niej nieco mniej akcji, zdarzyło się też parę przestojów, jednak przez większość czasu książka trzymała w napięciu. Jak zwykle było trochę zaskoczeń i zwrotów akcji. Wyjaśniły się niektóre wątki, choć jednocześnie pozostało wiele kwestii czekających na swoje zamkniecie w trzecim tomie. O ile pod względem samej szybkości akcji ta część była gorsza od poprzedniczki, moim zdaniem przewyższała ją pod względem rozmachu. W „Stalowym Sercu” cała fabuła toczyła się wokół osobistej zemsty i prób zabicia pojedynczego Epika. Tutaj zaczęły pojawiać się bardziej znaczące kwestie. Pojawiły się poważniejsze rozważania na temat możliwości całkowitego pokonania Epików, a wydarzenia okazały się mieć znacznie większe znaczenie. Czyniło to książkę ciekawszą. W „Pożarze” trochę rozbudowany został również wątek romantyczny. Nadal bardzo mi się on podobał. Pozostał dobrze napisany i przystający do zaangażowanych w niego bohaterów. Choć w tej części grał dość znacząca rolę, nie wysuwał się na pierwszy plan i nie przysłaniał właściwej fabuły.
Co do bohaterów, również pod niektórymi względami było lepiej, a pod niektórymi - gorzej niż w pierwszej części. Akcja nadal koncentrowała się na Davidzie. Pozostał on sympatyczną (przynajmniej według mnie) i dobrze skonstruowaną postacią. W niektórych tylko momentach irytowała mnie jego lekka naiwność, jednak muszę przyznać, ze pasowała do całości jego wizerunku. Dało się również zauważyć przemianę, jaką David przeszedł na przestrzeni tej i poprzedniej części. Moim zdaniem, została ona dobrze i wiarygodnie opisana.
W „Pożarze” pewną rolę odegrała też część bohaterów znanych ze „Stalowego Serca”. Szczególnie ważna była tutaj Megan. Pozostała zdecydowanie interesującą postacią. Nareszcie można było dowiedzieć się trochę więcej o jej mocach (a były one bardzo ciekawe). Trochę rozbudowany został również jej charakter. Dość duże znaczenie w fabule tej części odegrał również Profesor. Pozostał on jednym z moich ulubionych bohaterów. Myślę, że autor dobrze przedstawił jego konflikt wewnętrzny. Jedyne co trochę przeszkadzało mi w wątku tego bohatera, to że w pewnym momencie został on w zasadzie sprowadzony do funkcji „przeszkadzajki” w jednym z wątków. Mimo wszystko jego zachowanie było dość dobrze wytłumaczone i zrozumiałe w kontekście całościowego wizerunku. Pewne znaczenie w tej części miała również Tia, jednak w gruncie rzeczy ta postać pozostała raczej na drugi planie. Niestety w „Pożarze” Abraham i Cody niemal się nie pojawiali (pomijając sam początek książki). Szczególnie brakowało mi udziału tego drugiego.
W zamian ta część wprowadziła kilka nowych, ciekawych postaci. Przede wszystkim członków drugiej komórki Mścicieli: Val – dowodzącą tym oddziałem – która była mi raczej obojętna; Mizzy – zajmującą się sprzętem, towarzyską, energiczną i sympatyczną dziewczynę; oraz Exela – człowieka odpowiedzialnego za działalność wywiadowczą, mającego dość interesującą przeszłość i poglądy. Szczególnie polubiłam tego trzeciego, wszyscy byli jednak dobrze skonstruowani i wiarygodni. Innym interesującym bohaterem był Światło Poranka (Dawnslight), tajemniczy, żyjący w Babilarze Epik.
Dużą zaletę tej książki stanowili jej antagoniści. Regalia nie była może tak potężnym i budzącym respekt przeciwnikiem jak Stalowe serce, ale za to… miała plan. A ja uwielbiam antagonistów-mastermindów z planem ;). Poza tym była też po prostu dobrze napisana. Drugi ważny czarny charakter stanowił Usunięty (Obliteration) – potężny, kochający siać zniszczenie Epik i, najprawdopodobniej, fanatyk religijny. Choć zwykle taki typ postaci niesamowicie mnie irytuje, tutaj akurat tak nie było. Usunięty był przeciwnikiem zdecydowanie interesującym.
Jeśli chodzi o główne miejsce akcji – Babilar – było ono dla mnie równie klimatyczne jak Newcago, choć trochę bardziej oryginalne. Ulice miasta zostały zatopione przez wodę, której poziom podniosła Regalia. Życie toczyło się głównie na połączonych mostami dachach budynków. Wnętrza pokrywały dżungle, stworzone z roślin, za których wzrost odpowiadał Światło Poranka. W mieście nie było elektryczności, a źródło światła stanowiły fosforyzujące graffiti. W przeciwieństwie do Stalowego Serca, Regalia zapewniała mieszkańcom miasta dość dużą wolność.
Autor ponownie świetnie poradził sobie z opisywaniem miejsca akcji. Szczególnie podobało mi się przedstawienie kontrastu między Babilarem a Newcago, widocznego nie tylko w wyglądzie obydwu miast, ale przede wszystkim w zachowaniu ludzi. Mieszkańcy Babilaru żyli w zupełnie innych warunkach i miało to odbicie w sposobie w jaki zostali opisani. Uczyniło to wizerunek miasta bardziej wiarygodnym.
Jeśli chodzi o kwestię języka, jakim książka została napisana, nadal był przyjemny. Dość prosty, ale nie do przesady. Pozostał dostosowany do warunków w jakich akcja się rozgrywała oraz do osoby narratora (nadal był nim David). Humor zawarty w „Pożarze” również bardzo mi się podobał.
Ta część nadal była przede wszystkim książką rozrywkową, nie wybitnie głęboką lekturą, jednak, w przeciwieństwie do poprzedniczki trochę mocniej poruszała pewne znaczące tematy. To zdecydowanie stanowiło jej zaletę. Przede wszystkim opowiadała o walce ze słabościami i lękami. Można było nawet doszukiwać się w niej wątku dążenia do bycia lepszym człowiekiem. Poza tym „Pożar” poruszał też tematy walki o lepsze jutro, a także wiary i związanych z nią postaw: od sceptycyzmu, poprzez naiwny idealizm, aż po szkodliwy radykalizm .
Podsumowując, chociaż „Pożar” czytało mi się nieco gorzej niż „Stalowe Serce”, wciąż trzymał dość wysoki, jak na współczesne YA, poziom. Zarówno fabuła jak i bohaterowie oraz świat przedstawiony były przemyślane i interesujące. Oceniam tę książkę jako świetną i zdecydowanie polecam.
WYDANIE 8/10
Opinia dotyczy wydania brytyjskiego, wydawnictwa Gollancz, z roku 2015 . Okładka, podobnie jak w przypadku poprzedniej części była bardzo ładna i porządna. Tym razem kartki nie były tak sztywne, dzięki czemu otwieranie książki i niełamanie grzbietu były znacznie łatwiejsze.

Komentarze
Prześlij komentarz