Śledztwo, Intryga, Lanie Wody - Carlos Ruiz Zafón „Labirynt Duchów"

Dzisiaj recenzja ostatniej książki z serii „Cmentarz Zapomnianych Książek”, czyli „Labiryntu Duchów”. Szczerze mówiąc, zabierając się za nią naprawdę liczyłam, że pozytywnie mnie zaskoczy. Oczekiwałam fascynującego, epickiego finału, który zrekompensuje mi problemy z czytaniem poprzednich części. Ponownie zostałam rozczarowana. Choć nie mogę odmówić tej książce wprowadzenia paru świetnych postaci i dobrego zamknięcia części wątków, jednocześnie nie powiem by była ona finałem na jaki liczyłam. Więcej na ten temat dalej. Zapraszam do recenzji:

FABUŁA / ZWROTY AKCJI  6/10

BOHATEROWIE 6/10

PRZEDSTAWIENIE MIEJSCA AKCJI 8/10

NARRACJA / STYL / HUMOR 8/10

MORAŁ / PRZESŁANIE 6/10

KLIMAT / SUBIEKTYWNE ODCZUCIA 6/10

 

PODSUMOWUJĄC 6/10

                „Labirynt Duchów” jest czwartą i ostatnią częścią serii „Cmentarz Zapomnianych Książek”. Domyka on wątki rozpoczęte w poprzednich książkach. Rozpoczyna się po wydarzeniach z części trzeciej. W przeciwieństwie do części poprzednich akcja rozgrywa się nie tylko w Barcelonie, ale również w Madrycie. Główny wątek dotyczy agentki Alicji Gris i policjanta Vargasa współpracujących w sprawie zaginięcia ministra kultury - Mauricio Vallsa. Pojawiają się tu nowe informacje dotyczące Davida, Isabelli oraz Fermína, wyjaśnia się również epilog „Więźnia Nieba”. Kluczową rolę odgrywa wątek pewnych ciemnych spraw dotyczących wysoko postawionych postaci.

Początkowo fabuła tej części była świetna, a intryga wydawała się lepsza i bardziej tajemnicza niż ta z części pierwszej. Niestety w pewnym momencie coś zaczęło się psuć – wątki wydawały się przeciągane na siłę, a ich zakończenia albo banalne, albo pokręcone do przesady. Rozwiązanie głównej intrygi pozostawiło u mnie ogromny niedosyt. Byłam zawiedzona, że tak ciekawie zapowiadający się wątek został zmarnowany, spodziewałam się po nim czegoś znacznie lepszego. Na dodatek końcówka książki była za długa. Rozumiem, że wszystkie wątki musiały zostać domknięte, ale można było to zrobić znacznie zwięźlej. Cała końcówka (Książka Juliána) była według mnie zbędna, a za jej jedyną zaletę uważam krótki udział pewnego „starego znajomego” ;). Myślę, że cała książka niewiele straciłaby, gdyby została skrócona o co najmniej jedną trzecią. Jako pewną zaletę mogę zaliczyć jeszcze znacznie mniejszą zawartość typowych wątków romantycznych.

Tym razem pojawiło się parę ważnych postaci, do których czułam trochę większą sympatię. Miałam za to problem  z częścią tych epizodycznych. Nie jestem pewna co sądzić o głównej bohaterce – Alicji Gris. W niektórych momentach była naprawdę niezłą postacią, by po chwili stać się potwornie irytująca. Mimo wszystko myślę, że była dość interesująca. Kolejnym nowowprowadzonym w tej części bohaterem był Fernandito, chłopak zakochany w Alicji. Nie budził we mnie większej sympatii, jednak ogólnie był w porządku. W tej książce pojawił się też bohater, który okazał się moim ulubionym w całej serii – kapitan Vargas. Miał interesującą przeszłość i świetnie skonstruowany charakter – był nawet sympatyczny, choć  momentami ironiczny i zgryźliwy. Bardzo podobała mi się jego relacja z Alicją. Trochę przeszkadzało mi jedynie zamknięcie jego wątku. Żałuję też, że Vargas miał dość niewielki udział w fabule całości.

W tej książce ponownie pojawiło się też wielu bohaterów znanych z poprzednich części. Jeśli o nich chodzi, moje wrażenia w większości pozostały takie same: Daniel nadal był dla mnie raczej nijaki; Fermín jak zwykle czasami mnie śmieszył a czasami denerwował; Juan znowu został zepchnięty na margines i cały czas bardzo go lubiłam. Jedynie co do Beatriz moje odczucia nieco się zmieniły: w tej części zaczęła budzić we mnie znacznie większą sympatię. Podobało mi się także ukazanie kontrastu pomiędzy nią a Alicją. Niestety w tej książce pojawił się pewien wątek, który kompletnie zniszczył piękną relację, ukazaną w jednej z poprzednich części. Sprawił on też, że znienawidziłam jedną z postaci, którą wcześniej bardzo lubiłam.

Problem w „Labiryncie Duchów” stanowili również antagoniści. W książce pojawił się ich cały tłum, z czego większość była kompletnie nijaka lub niedopracowana. Krótko wymieniając:  1)Rzeźnik-superszpieg, który mógł być ciekawy, gdyby trochę rozwinąć jego wątek; 2)Hendaya – rzeźnik-amant, wydał mi się  nijaką kopią Fumera (choć sam ogólny pomysł bardzo do mnie przemawiał); 3)Ricardo Lomana – kolejny rzeźnik (jakaś plaga, jeszcze tylko Geralta z Rivii brakowało ;) ) – zginął zanim na dobre się pojawił; 4)Leandro Montalvo, następna postać ze zmarnowanym potencjałem;  5)znany już z „Więźnia Nieba” Mauricio Valls, którego właściwie ciężko w ogóle zaliczać do czarnych charakterów, biorąc pod uwagę, że był raczej ofiarą (chociaż zasłużył sobie na to co go spotkało); 6)Bohater z „udziałem gościnnym” (liczącym całe 8 na 880 stron) –  paradoksalnie najlepszy antagonista całej książki (przynajmniej według mnie).

Jak w poprzednich częściach serii, opisy Barcelony były genialne. W przypadku Madrytu było już nieco gorzej, jednak tam rozgrywało się znacznie mniej akcji.

W „Labiryncie Duchów” dominowała narracja trzecioosobowa. Pojawiło się też kilka części w pierwszoosobowej, głównie z perspektywy Daniela, oraz dwie z perspektywy innych postaci. Styl autora klasycznie był świetny, odniosłam jednak wrażenie, że w tej książce było już zbyt wiele lania wody i przeciągniętych opisów. Podobnie jak w poprzednich częściach humor wprowadzany przez Fermína czasami mnie śmieszył, znacznie częściej irytował. W tej części elementy komizmu pojawiały się też jednak  w rozmowach Alicji i Vargasa, i te już znacznie bardziej przypadły mi do gustu.

W "Labiryncie Duchów" również znalazło się trochę rozważań o świecie. Jednym z głównych tematów była wojna, a dokładniej jej wpływ na ludzi. Pojawiło się również trochę bardziej ogólnych przemyśleń na temat ludzkości, przeważnie mocno pesymistycznych. W tym akurat przypadku nie do końca zgadzałam się z autorem. Może jestem naiwna, ale mam trochę więcej wiary w ludzi :). Za to rzeczą która niezwykle zirytowała mnie w tej książce był ten cytat: „Dla literatury najważniejsze nie jest wcale to, co się opowiada, ale jak się opowiada” . Może się nie znam ale według mnie jest dokładnie odwrotnie. Szczerze mówiąc, uważam za znacznie lepsze, książki beznadziejnie napisane, ale mające interesującą fabułę, bohaterów, lub przesłanie, niż te które brak pomysłu nadrabiają ładnym stylem (tak, piszę między innymi o „Labiryncie Duchów”).

 Ta książka była według mnie bardzo nierówna.  Początkowo czytało mi się świetnie, fabuła była intrygująca, z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów. Dalszy ciąg wydał mi się jednak niesamowicie przeciągnięty, a rozwiązanie intrygi rozczarowało mnie. Niesamowicie brakowało mi tu również jednego, porządnego antagonisty. Na dodatek denerwujące było to, że autor na siłę zmienił pewną ciekawą relację między bohaterami w dość bezsensowny wątek. Ogółem uważam tę książkę za niezłą, jednak znacznie gorszą niż oczekiwałam. Ciężko mi stwierdzić czy ją polecam. Może osobom, którym nie przeszkadza rozwlekła fabuła i cenią poetycki styl pisania.

 

WYDANIE 10/10

Jeśli chodzi o wydanie, jak w poprzednich częściach, było genialne, z ładną okładką i klimatycznymi zdjęciami. Tłumaczenie pozostało na wysokim poziomie.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Książki i Barcelona - ogólna opinia o serii "Cmentarz Zapomnianych Książek"

Irytujący anioł - Carlos Ruiz Zafón "Gra Anioła"

Czy blog jest martwy? Pożegnanie (?)