Pesymistyczny Petersburg - Fiodor Dostojewski „Zbrodnia i Kara”

    Tym razem, dla odmiany, recenzja aktualna. Dokładniej - dotycząca niedawno przeczytanej przeze mnie lektury - „Zbrodni i Kary”. Przyznam szczerze, że tak czy inaczej planowałam się z nią zapoznać i miałam co do niej dość duże oczekiwania. Niestety się zawiodłam. Czytanie „Zbrodni i Kary” okazało się dla mnie niesamowicie męczące, choć patrząc obiektywnie, muszę przyznać, że ta książka była bardzo dobra. Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją: 


FABUŁA / ZWROTY AKCJI 7/10

BOHATEROWIE 7/10

PRZEDSTAWIENIE MIEJSCA AKCJI 9/10

NARRACJA / STYL / HUMOR  8/10

MORAŁ / PRZESŁANIE 8/10

KLIMAT / SUBIEKTYWNE ODCZUCIA 5/10

 

PODSUMOWUJĄC 7/10

 „Zbrodnia i Kara” to pozytywistyczna powieść psychologiczna. Jej głównym bohaterem jest Rodion Raskolnikow, żyjący w ubóstwie były student. Jest on zwolennikiem filozofii o istnieniu podludzi oraz nadludzi - jednostek wybitnych, którym wolno znacznie więcej niż tym pierwszym. Doprowadza go to do zabójstwa starej lichwiarki i późniejszych dylematów moralnych.  

Fabuła „Zbrodni i Kary” nie była porywająca. Działo się tutaj stosunkowo niewiele, nie było też wielu zaskoczeń. W kilku momentach akcja przyspieszała, jednak stanowiły one niewielką część dzieła. Samo to nie stanowiło jednak dla mnie znaczącej wady, biorąc pod uwagę, że książka z założenia nie miała stawiać na bogatą w wydarzenia fabułę, a raczej na kreacje bohaterów i przedstawienie XIX-wiecznego petersburskiego społeczeństwa.

Co do kreacji postaci mam już kilka nieco bardziej znaczących zarzutów. Zaczynając jednak od zalet: muszę przyznać, że główny bohater – Rodion – był świetnie wykreowany. Autor bardzo dobrze opisał jego przemyślenia, co, mimo że mnie w pewnym momencie zaczęło nudzić, może być dla niektórych pomocne w zrozumieniu, co przeżywają zwykle osoby ze skłonnościami do dzielenia włosa na czworo. Problem stanowił fakt, że Rodion był dla mnie postacią niesamowicie irytującą – denerwowały mnie jego poglądy, podejście do ludzi, zachowania. W związku z tym, konieczność przeczytania sześciuset stron dotyczących w dużej mierze jego, była dla mnie wybitnie nieprzyjemna. Na dodatek, myślę, że jego przemiana z końcówki była opisana bardzo słabo. Odebrałam ją mniej więcej w ten sposób: bohater ma swoje poglądy, trzyma się ich, potrafi je uargumentować, choć faktycznie, czasami ma wątpliwości, aż tu nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, stwierdza: „Dobra, w sumie to jednak się zmienię”, żadnego wytłumaczenia, ukazania ciągu myślowego, nic. 

Przechodząc do innych postaci:  brakowało mi pogłębienia ich kreacji. Niby bohaterowie byli bardzo dobrze skonstruowani, ale jednak, moim zdaniem przynajmniej, potraktowani zbyt powierzchownie. W zasadzie większość z nich również nie wzbudziła we mnie większej sympatii, a część nawet irytowała (mniej niż Rodion, ale i tak). Najbardziej denerwująca była dla mnie chyba Sonia - miła, religijna dziewczyna, zmuszona do zostania prostytutką - wkurzała mnie jej wyidealizowana niewinność i naiwność. Niewiele lepsza okazała się Pulcheria - matka Rodiona - tutaj chyba była to kwestia mojej złej woli, ale cały czas widziałam w niej obrzydliwą dewotkę, beznadziejnie zapatrzoną w swojego syna (tak szczerze, jaka normalna osoba otwarcie przyznałaby, że ucieszyła ją śmierć narzeczonej, i najprawdopodobniej ukochanej, dziecka? :/ ). 

Parę postaci według mnie zostało kompletnie zepsute. Z najciekawszej chyba bohaterki autor musiał zrobić wariatkę (nie piszę więcej, żeby nie spoilerować), a Dunia - siostra Rodiona - przez cały czas kreowana na silną i zdecydowaną kobietę, pod koniec zachowała się totalnie głupio i bezsensownie (na dodatek zamiast ponieść konsekwencje, została ocalona przez Sumienie Ex Machinę). Większość pozostałych była dla mnie kompletnie papierowa. Na przykład Dymitr Razumichin, niby kreowany na zdecydowanego i przedsiębiorczego człowieka, oraz dobrego przyjaciela, który jednak koniec końców był po prostu nijaki. 

Jak już tak narzekam to jeszcze przyczepię się do wątku Piotra Pietrowicza Łużyna – przedsiębiorczego prawnika (przepraszam, "dorobkiewicza") i narzeczonego Dunii, kreowanego chyba na największego antagonistę książki. Rozumiem, że później wyszło na to, że był jaki był, ale w momencie kiedy wszyscy (Rodia, Pulcheria, Dunia, Razumichin) zaczynali go krytykować, nie mieli ku temu żadnych przesłanek. W zasadzie początkowo popierałam raczej jego i nie dziwiłam się jego niechęci wobec ludzi, którzy tak go obrażali. Miałam wrażenie, że autor zaplanował sobie wątek, stworzył antagonistę, ale zapomniał, że bohaterowie nie powinni być wszechwiedzący. 

W całej książce koniec końców pojawiły się tylko dwie postaci, o których dobrze mi się czytało. Po pierwsze: Arkadiusz Swidrygajłow, cudownie niejednoznaczny bohater, który w pewnym momencie nawet skojarzył mi się z Javertem, z „Nędzników”  (uwielbiałam go). Niestety jego rola w książce była bardzo niewielka, wskutek czego ciężko było zrozumieć jakie właściwie były jego motywacje, czasami nawet jego zachowania wydawały się kompletnie bezsensowne (wspomniane przeze mnie wcześniej Sumienie ex Machina). Moją ulubioną postacią okazał się za to prowadzący sprawę zabójstwa lichwiarki sędzia śledczy - Porfiry Pietrowicz. Bohater niesamowicie inteligentny i przebiegły, jednocześnie mający ludzkie odruchy. Niestety również jego udział w tej książce był stosunkowo niewielki. Sympatia, którą do niego czułam, prawdopodobnie wynikała w pewnym stopniu z tego, że ogólnie lubię literackich funkcjonariuszy policji (wciąż nie mam pojęcia dlaczego), ale tak czy inaczej myślę, że był świetnym bohaterem. No i jego rozmowy z Rodionem były genialne. Dobrze, kończę rozwodzić się na temat postaci. 

Akcja „Zbrodni i Kary” niemal w całości rozgrywała się w Petersburgu. Miasto opisane zostało świetnie i szczegółowo, choć niesamowicie pesymistycznie. Autor skupił się na jego mrocznej stronie: biedzie, pijaństwie, prostytucji, przestępczości i ogólnie nieszczęściu żyjących tam ludzi. Ten sposób opisywania był na pewno wartościowy pod tym względem, że mógł otwierać oczy na cierpienie innych, jednak dla mnie szybko stał się męczący. Gdy czytałam tę książkę, czułam się niesamowicie zdołowana (choć częściowo wynikało to też z mojego ogólnego nastroju w tamtym czasie), co z kolei powodowało, że naprawdę nie chciało mi się po nią sięgać. Oczywiście nie liczę tego jako znaczącej wady, w końcu literatura nie może być wyłącznie cukierkowo optymistyczna.

„Zbrodnia i Kara” poruszała przede wszystkim temat... cóż, zbrodni. Jak już pisałam, skupiała się na przemyśleniach i motywacjach zabójcy. Poruszała tematykę teorii o istnieniu nadludzi. Było to naprawdę ciekawe, ale jednocześnie przerażające – argumenty i rozumowanie Raskolnikowa, jeśli postrzegać je przez pryzmat czystej logiki, możnaby uznawać niemalże za słuszne (zresztą byli przecież ludzie, którzy tak robili). Oprócz tego, treść książki dotyczyła też takich problemów społecznych jak ubóstwo, pijaństwo i ich konsekwencji, jak również pomocy ludziom nimi dotkniętym. Oczywiście podobało mi się to, że to dzieło uświadamiało o takich kwestiach, jednak nie do końca zgadzałam się z umieszczonymi w nim poglądami na pomaganie. Dla jasności – jestem absolutnie za działalnością charytatywną i podziwiam ludzi potrafiących zdobyć się na altruizm, jednak nie przemawia do mnie idea pomagania na zasadzie „Dam temu żebrakowi pieniądze, co z tego, że je przepije, zawsze to jakaś pomoc będzie”. Uważam, że coś takiego jest bardziej szkodliwe niż pożyteczne, a mam wrażenie, że „Zbrodnia i Kara” właśnie to promowała (mogę się jednak mylić).

Podsumowując, obiektywnie, ta książka była naprawdę dobra, jednak czytało mi się ją ciężko. Miałam problem z oceną – wahałam się między siódemką a ósemką. Ostatecznie jednak daję siedem, choć zaznaczam, że jest to  mocno zależne od mojego subiektywnego odbioru. Prawdę mówiąc ciężko mi stwierdzić czy tę książkę polecam. Podejrzewam jednak, że może spodobać się osobom, które lubią powieści psychologiczne i którym nie przeszkadza mocny pesymizm.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Książki i Barcelona - ogólna opinia o serii "Cmentarz Zapomnianych Książek"

Czy blog jest martwy? Pożegnanie (?)

Irytujący anioł - Carlos Ruiz Zafón "Gra Anioła"