Posty

Czy blog jest martwy? Pożegnanie (?)

Tak, nie publikowałam tu już prawie dwa lata. A to nasuwa logiczną odpowiedź na pytanie z tytułu posta. Zgon potwierdzono. Żegnam. Ale! Jeśli cicho śledziłeś moją tutejszą twórczość, albo odkopałeś tę stronę gdzieś z czeluści internetu, chyba zasługujesz na kilka odpowiedzi.  Przyznaję, publikowanie przerwałam dość nagle. Nie chcę odsłaniać tu szczegółów z mojego życia prywatnego, ale powiedzmy, że...: Bloga stworzyłam na krótko przed tym jak zaczął się bardzo trudny okres w moim życiu. Początkowo pisanie nawet mi pomagało, ale wkrótce stało się ciężarem i kolejnym utrudnieniem. Wobec tego po prostu porzuciłam bloga. Tak, wiem że nagle zamilknięcie było nieprofesjonalne (nawet jeśli, jak mi się wydaje, nikt poza moimi znajomymi tego nie czytał), ale miałam wtedy na głowie za wiele problemów, żebym była w stanie się tym przejąć. Część tych problemów nadal jest obecna w moim życiu.  Dlatego, może ze zbyt dużym opuźnieniem, informuję, że przynajmniej przez jakiś czas nie będę tut...

"Marionetki" - Rozdział 2. Nad grobem

Warszawa, luty 1880        Był chłodny, lutowy wieczór. Zapadł już zmrok. Ulice Warszawy, jeszcze kilka godzin temu tętniące życiem, teraz były niemal całkiem puste. Ostatni klienci godzinę wcześniej opuścili popularny ostatnio sklep galanteryjny. Niedługo po nich to samo zrobili subiekci. W środku pozostał już tylko pan Henryk Szlangbaum. Skończył wypełniać formalności i z zadowoleniem przejrzał rejestr, doskonale prezentujący zyski jakie przynosił ten interes.      Szlangbaum właśnie przygotowywał się do opuszczenia sklepu, gdy przed drzwiami zatrzymała się elegancka dorożka. Wysiadł z niej wysoki, odziany w płaszcz mężczyzna i skierował się w stronę wejścia do sklepu. „Czego on chce o tej porze? Czyżby spóźniony klient? Trudno. W jakimkolwiek celu przybył, spóźnił się” pomyślał Szlangbaum.      Mężczyzna zamaszystym gestem otworzył drzwi, wpuszczając do sklepu mroźne powietrze. Wszedł do środka, a na jego twarz padło światło. Szlangba...

"Marionetki" - Rozdział 1. Nowa Warszawa

  Warszawy Stara i Nowa, ferrumion 23 trzeciej ery (według dawnego kalendarza: grudzień 1913) Był chłodny, jesienny ranek, a gęsta mgła i siąpiąca mżawka czyniły przebywanie na zewnątrz niemal nieznośnym. Na skraju warszawskiego lądowiska jak co dzień zebrał się tłum ludzi, cierpliwie czekających na statek powietrzny, który miał zabrać ich do Nowej Warszawy. Dla większości zgromadzonych tutaj takie podróże były już chlebem powszednim. Znaczną część tłumu stanowili przedsiębiorcy i ich rodziny – mężczyźni odziani w garnitury i cylindry, oraz kobiety w mniej lub bardziej wystawnych sukniach. Pomiędzy nimi jednak kręcili się młodzi ludzie, w większości znacznie mniej eleganccy. Byli to studenci, wracający z wakacji u rodzin, oraz ci, którzy dopiero w tym roku ukończyli szkoły niższe.      Wśród tych drugich była panna Wanda Markiewiczówna, absolwentka warszawskiego Gimnazjum Hugona Kołłątaja – najlepszej szkoły żeńskiej w Protektoracie Polskim. Z niemałym trudem ukońc...